Hir wi go

M: Jesteśmy. Ósma rano, nasza 14, nie mogę już spać. Pijemy kawę i coś kombinujemy na mieście.

Wczoraj byliśmy 21 godzin na nogach, 12 w podróży samolotem, ponad godzinę w kolejce do celnika a potem w Newark i w Nowym Jorku około trzech godzin i w końcu dotarliśmy na naszą metę na Brooklynie.

Podróż elegancko, w Belrinie na lotnisku średnio ogarniali towarzystwo ale w Amsterdamie organizacja pełną gębą, pogonili nas na odprawę długo przed odlotem i jak się okazało najpierw mieliśmy wstępną rozmowę z jakimiś urzędnikami, nie wiem dokładnie kto to był, nie byli to Amerykanie, facet o tonie głosu pedofila wypytywał się skąd mamy tyle „friends of friends”, czy mamy rezerwacje, coś tam coś tam, polazł z naszymi papierami i amerykańskimi adresami do jakiegoś innego łebka, pogadał i puścił nas dalej. Tam nas skanowali teleporterem a później po krótkim oczekiwaniu wpuścili do samolotu (w bardzo efektywny sposób, rzędami a nie jak w Berlinie wszyscy na raz jak trzoda).  Samolot spoko, jedyny model z floty Delta co nie ma wifi 🙂 ale był telewizorek z filmami, serialami, muzyką i grami także nie było nudy. Podróż uratował mi Louis C.K., machnęłam dwa jego stand upy, śmiałam się w głos na pół samolotu ale wszyscy mieli albo słuchawki albo zatyczki więc who cares. Przy tym zdechłam:

mój najlepszy kolega z samolotu

mój najlepszy kolega z samolotu

Jedzenie spoko, ja dostałam wegański obiad, J. hindu vegetarian, mój mi bardziej smakował ale J. miał lepszy deserek 😉 Dostałam tofu w mięcie z ryżem i puree z groszku, na zdjęciu widać co poza tym, przekąski i picie też ok, wszyscy walili wino, ja po piciu browarów w Berlinie pierwszy raz od chyba pięciu lat nie miałam ochoty na alkohol, wzięłam ginger ale, Ameryka a co!

snaki na początek

snaki na początek

mój wegański lanczyk

mój wegański lanczyk

hinduski lanczyk Dżona

hinduski lanczyk Dżona

snaki na gudbaj

snaki na gudbaj

W końcu po ośmiu godzinach i ciągłym spoglądaniu mapę czy już jesteśmy nad ziemią a nie nad wodą zeszliśmy do lądowania. No i kolejeczka. Na Newark były dwie, jedna dla nadludzi (Amerykanów), druga dla podludzi (dla nas), amerykańska szła szybciutko, w naszej staliśmy ponad godzinę, ale był pan naganiacz co kazał ruszać dupę ociężałym więc mimo wszystko wyglądało to sprawnie. W samolocie dali nam papiur, gdzie mieliśmy napisać co mamy ze sobą i jak frajerzy powiedzieliśmy, że mamy owoce (banany sztuk dwie, jabłka sztuk cztery, nektarynki sztuk dwie), co skończyło się eksterminacją całkiem smacznych owocków, a tak naprawdę jakbyśmy powiedzieli, że nic nie mamy to nawet by nam toreb nie skanowali. Celnik nie zadawał głupich pytań, był zdziwiony, że jesteśmy aż na miesiąc a nie na dwa tygodnie, bo drogo, na co odparłam, że oszczędzaliśmy przez 10 miesięcy więc dlatego się szarpnęliśmy na cztery tygodnie. Wbił pieczątkę, że możemy zostać na pół roku, poszliśmy po bagaż, potem zabito na naszych oczach nasze biedne owoce i to wszystko. Żadnego sprawdzania laptopa i telefonów, grzebania w dupie i kasłania w przysiadzie.

Z lotniska wbiliśmy na pociąg na Penn Station (stacja pociągowa na Manhattanie), kupiliśmy sim kartę, żeby móc włączyć gugiel maps i przebiliśmy się na Brooklyn. W pierwszym pociągu metra były jakieś jaja i stał na każdej stacji po 1o min ale nie mieliśmy siły nigdzie się ruszać więc czekaliśmy na odjazd jak te kołki. W końcu po przejażdżce dwoma liniami metra, spacerze po Greenpoincie (gdzie NAPRAWDĘ wszyscy mówią po polsku), odebraniu kluczy od super miłych chłopaków z warsztatu rowerowego, zgubieniu się w drodze na autobus, potem trafieniu na odpowiedni autobus, gdzie byliśmy jedynymi białymi pasażerami, dotarciu na przystanek docelowy, przyklejeni do gugiel maps trafiliśmy na naszą metę. Pojawił się nasz tymczasowy współlokator, który przywitał nas krzycząc przez ścianę „POLSKA!” więc został zaakceptowany w trybie natychmiastowym 🙂 Padliśmy o ichniej 22, naszej 4, ja się obudziłam o 5 (naszej 11) i nie mogę spać, mam nadzieję, że to zaraz minie. A teraz, witaj przygodo!

pierwszy ląd i odetchnięcię z ulgą

pierwszy ląd i odetchnięcię z ulgą

J: To tera ja słów pięć. Doturlaliśmy się w końcu. Zapamiętać na przyszłość: samolot to lodówka ze skrzydłami i najlepiej mieć przy sobie swetr i kalesraki, co by torba i gnaty nie przemarzły na kamień. Miasto jest duże, ludzi od groma. Hałas i stencz non stop i na każdym kroku. Legendarnych amerykańskich grubasów nie widać, za to auta są i śmigają wokoło. Jest nowy dzień, pierwszy dzień naszej wycieczki, więc trzeba ruszać na zwiady w miasto. Trzymajcie się i pozdro zza oceanu;)

polskibus i piękny drugi plan

polskibus i piękny drugi plan

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

7 thoughts on “Hir wi go

  1. Glowa pisze:

    Czy to prawda, że auta w Hameryce nawet jak mają stłuczkę to wybuchają?

    Polubienie

  2. wujek dobra rada pisze:

    Chyba nie, ale słyszałem że zaraz obok pojawia się Brus Łilis – dopiero wtedy wybuchają

    Polubienie

  3. franka pisze:

    Hej, czy zaznaczałaś na stronie delty ten weganski posilek? Ja lece niby virgin ale przekierowuje mnie na stronę delty, wybrałam posiłek na stronie virgin a na delcie jest info – no meal service, ale to przecież niemożliwe na tak długim locie.

    Polubienie

    • stolarska pisze:

      najlepiej napisz do nich na fejsbuku i sie zapytaj, udzielają szybko odpowiedzi. nie wiem czy virgin daje jedzenie. są linie np norwegian, które nie dają jedzenia na transatlantyckich

      Polubienie

      • franka pisze:

        Dzięki za info. Rozumiem, że delta ma te posiłki w cenie w klasie ekonomicznej ? Wybierałaś je na stronie? Też jestem wege i wolałabym to zaznaczyć. 🙂

        Polubienie

    • stolarska pisze:

      no wlasnie nie wybieralam bo kupilam lot przez KLM a tylko z Berlina do Amsterdamu lecielismy KLMem a potem Delta i napisalam do KLM na fejsie i oni mi pozaznaczali te posilki. No, wlasciwie to KLM szybko mi odpisal ale mysle, ze Delta podobnie udziela odpowiedzi na fb

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: