Tag Archives: klimatyzacja

Dinozaury, rysie, łosie i serki sojowe

M: Walka z jet lagiem trwa ale już chyba końcóweczka. Rano się obudziłam o dziwnej porze i łyknęłam ten senny specyfik ale właściwie nie wiem jak zadziałał bo cały czas leżałam w łóżku i po prostu zasnęłam. W końcu udało się wstać, śniadanie zjedliśmy już jak normalni ludzie, w domu, z kawusią z mlekiem koko. Jogurt sojowy truskawkowy z Trader Joe’s 10/10, nie jadłam nigdy lepszego jogurtu sojowego, mega gęsty, owocowy, kremowy, pycha.

W końcu wywlekliśmy się w kierunku Muzeum Historii Naturalnej. Musieliśmy sprężać tyłki, bo przyjechaliśmy trochę za późno ale zobaczyliśmy wszystkie ekspozycje. A, jedna ważna rzecz dla turystów. We wszystkich przewodnikach piszą, że bilet do tego muzeum kosztuje 22 baksy, jednak jak powiedziała mi życzliwa koleżanka a potem życzliwy kolega, jest to kwota SUGEROWANA i rzeczywiście na stronie muzeum jest tak napisane. Także w praktyce płacisz co chcesz, my daliśmy po dolarze i nikt się na nas krzywo nie patrzył. Aha, i jak chcecie tak NAPRAWDĘ wszystko dogłębnie tam zobaczyć to trzeba się tam wybrać na cały dzień. Muzeum ma cztery piętra, jest ogromne, są pokazy filmów, także najrozsądniej byłoby przyjechać z rana i powolutku sobie zwiedzać, czytać, oglądać, spożywać jakiś posiłek regeneracyjny w jednej z czterech knajp na terenie muzeum i delektować się naturą. Eksponaty są imponujące. Zwłaszcza zwierzęta, wyglądają jak żywe. Zobaczyłam w końcu mojego wymarzonego płetwala błękitnego w skali 1:1. Mega luj. Są też ekspozycje poświęcone człowiekowi i jego historii. Są minerały, jest kosmos, właściwie wszystko, co dotyczy historii naturalnej właśnie. Focie na dole bo będzie ich dużo. A, i znowu wtopa z aparatem, bateria mi padła po 2,5 h i już miałam wydzwaniać do canona, że WTF ale okazało się, że zrobiłam 200 zdjęć a na tyle ma starczać bateria. Należy kupić zapasową.

Muzeum nas wymęczyło. Tak baj de łej, oni tu wszędzie mają włączoną klimę na full a na zewnątrz gorąco, także jest wesoło. W muzeum były sale, gdzie miałam gęsią skórkę. Poszliśmy w poszukiwaniu pożywienia. Włączyłam aplikację Happy Cow, która wyszukuje najbliższe restauracje wegetariańskie i wegańskie i zaczęliśmy przeglądać, jakie menu, jakie ceny, jaka kuchnia. Padło na knajpę indyjską, nazwy nie pamiętam. Wzięliśmy dania, których nazw również nie pamiętam i może i dobrze, bo jedzenie było ok, ale nic poza tym. Byliśmy tak głodni i zmęczeni, że pożarliśmy dania w 5 minut i poszliśmy dalej.

nie wiem co to jest

nie wiem co to jest ale ta mikrozupa spoko

a to ostre było

a to ostre było

Z knajpuni poszliśmy zobaczyć Riverside Park. Po drodze pojawił się jakiś sklep, a J. jęczał, że chce koli to weszliśmy. Zadarz, bo tak nazywał się sklep, to dobrze wyposażone delikatesy z duuużą ilością dań gotowych w lodówkach, specyfików z różnych stron świata, ceny raczej wyższe niż niższe. Ale! Bardzo miła półka z serami sojowymi i gotowymi daniami vegan. Zakupiono serek kremowy Tofutti i sushi na weganie, które postanowiliśmy zeźreć w Riverside Park na ławeczce spoglądając na ciągle mijające nas pieseczki. Sushi wyśmienite, szkodka, że nie mieliśmy sosu sojowego i wasabi ale jak na sklepowe to rewelka. Serek Tofutti również wypróbowany, bardzo elegancki.

sereczki serunie

sereczki serunie

takie cuda

takie cuda

tu były skarby

tu były skarby

padło na to

padło na to

suszi guuuud

suszi guuuud

Późno się zrobiło i za namową przewodnika poszliśmy oglądać kamienice na Upper West Side. To właśnie takie typowe domy, które można zobaczyć w filmach o Nowym Jorku, ze schodami wychodzącymi na ulicę i pięknymi zdobieniami budynków. Czas na uwagę klasowo-rasową. Mieszkamy na Brooklynie, dokładnie w dzielnicy Bushwick, na pierwszy rzut oka 90% tutejszych to nie biali. Na górnym Manhattanie 90% to biali. No, chyba, że wchodzisz do sklepu. Tam 100% obsługi to czarni albo Latynosi. Jak powiedział nasz współlokator, na południu rasizm to rzecz zupełnie oczywista i nikt się z tym nie kryje, ani czarni, ani biali, a tutaj wszyscy udają, że nie ma tematu. I wystarczą dwa dni w mieście aby zauważyć problem.

Górny Manhattan

Górny Manhattan

Całkiem nieźle

Całkiem nieźle

Na sam koniec przeszliśmy się Central Parkiem, ale tylko kawałeczek, to jest B A R D Z O duży park, jeszcze się tam bujniemy. Wszyscy tam za czymś biegną, nie wiemy jeszcze za czym ale mamy jeszcze miesiąc, damy znać.

No i uwaga, wegany, tera porno. Whole Foods, ooo meeen, co tam się dzieje. Tanio może nie jest ale co popatrzyliśmy to nasze 😉 Ceny troszeczkę wyższe niż Trader Joe’s ale większy wybór (być może byliśmy w małym TJ a w dużym WF, nie wiem). W WF jest wszystko. Zapytaj się, a to tam jest. Nie kupowaliśmy dużo, tylko parę jogurtów (sojowe i migdałowy) i tofu (2 dolce DUŻA kocha) bo jeszcze badamy temat gdzie najlepiej kupować. Szukam ciągle jakiegoś normalnego musli bo ci sam cukier tu źrą i same granole do kupienia obsrane całe cukrem a musli najtańsze chyba z 9 dolców. Szukam dalej.

Jutro trzeba już zrobić trening jakiś, nie ma, że jet lag, szykuje się coraz więcej planów i w końcu jakieś spotkania towarzyskie. Tymczasem galeria z WF. Oddaję głos współprowadzącemu.

batonów dla pakierni od groma ale drożyzna

batonów dla pakierni od groma ale drożyzna

półka z białkiem vegan też była ale nie skusiłam się

półka z białkiem vegan też była ale nie skusiłam się

tu chyba jeszcze zajrzę

tu chyba jeszcze zajrzę

vegan miącho

vegan miącho

J: Drugi dzień zaczął nam się dosyć niemrawo. Wstaliśmy koło godz 11 z zamiarem eksploracji środkowej części Manhattanu a dokładniej Muzeum Historii Naturalnej. Zanim się wybraliśmy z chałupy to wybiła 13 na osi i czas był najwyższy na realizację planu. Dziś już wybraliśmy metro jako najszybszy sposób komunikacji miejskiej. Po dotarciu na miejsce, okazało się że muzeum jest czynne do 17:45 i mamy tylko trzy godziny na zobaczenie tego co kryją mury budowli. Jest wiele ciekawych ekspozycji i witryn, głównie dotyczących przodków, roślinności i zwierząt zamieszkujących tereny Ameryki, Afryki i Azji. Co ciekawe o Europie nie ma nic, nie wspominając już o chlubie militarnej starego kontynentu – husarii, co postrachem obcych armii była. Chyba mają takie detale głęboko w poważaniu, patrząc na ilość znajdujących się eksponatów w muzeum. Udało nam się zobaczyć większość wystaw, ale naginając tempo zwiedzania prawie do sprintu. Miejscówka, godna polecenia. Warto zajrzeć do łazienek, to słowa w stronę męskiej części odbiorców. Są w nich ogromne pisuary z napisem: real american toilet, wyglądają idealnie żeby sobie nogi umyć a nie oddać w nich mocz.

real american toilet

real american toilet

Po wyjściu z przemaszerowaliśmy się ulicami z zabytkowymi kamienicami, porobiliśmy foty i przeszliśmy się Central Parkiem, który śmierdzi końską kupą, ale tylko główna aleja, po której poruszają się bryczki i setki biegaczy. Duża ich nich część biega jakoś tak dziwnie, tak z palców na piętę, nie z pięty na palce. Jak odeszliśmy od głównej alei to już było przyjemniej, mniej wiary i podejrzanych zapachów. I powoli, leniwym krokiem, zahaczając o supermarket ze super zdrową żywnością, wróciliśmy na naszą metę.

gdzie biegnieta?

gdzie biegnieta?

 

I na koniec galeria z Muzeum.

20140731_154030 20140731_154050 20140731_170409 20140731_170503 20140731_172619 IMG_0218

"Eeee chyba cię stara robi na boku"

„Eeee chyba cię stara robi na boku”

IMG_0222 IMG_0223 IMG_0226 IMG_0227 IMG_0228 IMG_0230 IMG_0234

gdyby nie ta szyba to bym nie żyła!

gdyby nie ta szyba to bym nie żyła!

Hi 5 panda!

Hi 5 panda!

IMG_0249 IMG_0254 IMG_0264 IMG_0269 IMG_0278 IMG_0280 IMG_0304 IMG_0305 IMG_0311 IMG_0319 IMG_0320 IMG_0326 IMG_0327 IMG_0331 IMG_0333 IMG_0341

FOREŚCIK

FOREŚCIK

IMG_0347 IMG_0350 IMG_0351 IMG_0353 IMG_0356 IMG_0359 IMG_0367 IMG_0370 IMG_0381 IMG_0389 IMG_0397 IMG_0400 IMG_0409

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , ,
Reklamy