Tag Archives: workout

Znowu NYC

J: Jesteśmy znowu w NYCity. Znamy już miasto co nieco,nieco więcej niż za ostatnim razem, kminimy metro. Gdzie, czym i w którą stronę należy jechać. Jeszcze tak z tydzień tu pobędziemy i zaczniemy jak prawdziwi nowojorczycy chodzić po ulicach z klapkami na oczach, obojętni na wszystko co się wokoło nich dzieje. No może przesadzam, może aż tak byśmy się nie zmienili bo przecież należymy do jednego z najbardziej przyjaznych i kontaktowych narodów. Ja akurat te dwie cechy przypisuje nadmiernemu spożyciu czystej, ale niech zostanie, że jesteśmy kontaktowi i przyjaźni z natury.

Po powrocie, stwierdziliśmy,że nie ma co zarastać tłuszczem i trzeba znaleźć czas na mały trening. Jest tu niedaleko park w którym znalazłem przydatne urządzenia treningowe, drążki i poręcze. Nie za wiele tego, ale na moje i M potrzeby, styknie. Było ciężko, bo upał okrutny, jakby Słońce akurat tego dnia stwierdziło, że w Nju Jorku jest za ciemno i zapragnęło solidnie doświetlić miasto. Tym razem nawet udało się zrobić treściwszy workout, bo aklimatyzację i chwilowe osłabienie chorobą mamy już za sobą.

you must always keep training!!!

Po tren, machnęliśmy szybki obiadek w domu. Doszliśmy do wniosku, że robiąc obiady w chałupie zaoszczędzimy sporo na jedzeniu, żeby móc wydawać później geldy na pierdoły:) A i mniej shitowego jedzenia, dzięki temu wchłoniemy. Chociaż ciągle nie mogę się oprzeć 1$ Pizza… bierzesz za dolara jeden kawałek maragritki i nie musisz kupować całej za 20 dolców. To jest uzależniające, bo ciągle mam jakieś jednobanknotowe dolary w kieszeni i cały czas napotykamy na swojej drodze tego rodzaju oferty pizzerii. Skończyliśmy obiadek i postanowiliśmy ruszyć się z naszego apartment na Manhattan. Upatrzyliśmy sobie dolną jego część, bo podobno tam jest dużo street artu i ogólnie, dzielnica ładna. Było wszystko to co miało być: art-był, okolica-spoko, pizza-1$, hipsterzy-opór. W sumie pochodziliśmy kilka godzin ulicami po czym wróciliśmy na nasze hood, bo wieczorem chcieliśmy iść na spotkanie z Niemiecką ekipą. Mieli robić wykład w miejscówie The Base, ale wyszło na to, że przez godzinę czytali jakieś smuty i pokazywali jakieś mało ciekawe filmiki. W dodatku, potwierdziło się, iż Niemcy to suchary. Nie daliśmy rady wysiedzieć do końca spotkania, więc wróciliśmy po 22 home i poszliśmy spać.

trochę street artu z East Village

trochę street artu z East Village

IMG_1194 IMG_1195 IMG_1196 IMG_1198 IMG_1199 IMG_1200IMG_1173 IMG_1176 IMG_1181 IMG_1183 IMG_1187 IMG_1188 IMG_1189 IMG_1190 IMG_1191

Wtorek, pobudka o 10, mały tren, bo pogoda była sprzyjająca, lekkie zachmurzenie i z nieba już dziś nie lał się żar. Musieliśmy się streszczać z wyjściem na miasto. Mieliśmy zaplanowany koncert w Central Parku a później wejście do klubu Caroline, gdzie można zobaczyć w miarę tanio standupy. Udało nam się ogarnąć z ćwiczeniami i obiadem do 15, więc ok 15:30 już miałem w ustach 1$ PIZZĘ (pozdro ekipa DopchajTo!!). Przy okazji, tak zakpiłem buty, bo niby okazja, bo już mi się nie chciało ściągać, bo po drodze, bo i tak miałem kupić jakieś mniej rozjebane (nowe). Jarałem się wtorkowym koncertem, bo był w Central Parku, lubię to miejsce, mimo że śmierdzi kupą, to kojarzy mi się z kilkoma grami i filmami, których fabuła niejako dotyczyła tego miejsca i zawsze chciałem się po nim pobujać. A jest w gdzie. Pełno w nim ścieżek, subtelnych i intymnych zakątków. Bez kitu jest fajnie zaprojektowany, można się w nim śmiało pogubić by odkryć, kilka ciekawych przestrzeni.

i Jagiełłę postawili w Centralu chu wi po co

i Jagiełłę postawili w Centralu chu wi po co

Po przeszło 40 min podróży metrem, akurat trafiliśmy na nieklimatyzowany pociąg i godziny szczytu, akurat czas nastał czas powrotu wiary z roboty. „Lekko” ociekający potem wydostaliśmy się z metra i ruszyliśmy do parku na poszukiwanie muszli koncertowej. Znaleźliśmy miejsce, gdzie zazwyczaj grają koncerty, ale na ku naszemu zdziwieniu dziś akurat żadnego nie było na scenie, chociaż newsletter, wyraźnie podawał 12.08.2014 jako dzień koncertu. Spoko, sprawdziliśmy jeszcze raz, no i oczywiście, dobrze jest dokładnie przeczytać co widnieje na stronie. A na stronie jest napisane, zespół zagra któregoś wieczoru w przedziale od 12.08.2014do 12.09.2014. Idziemy więc dalej wg planu, czyli na stan-dupy. W tym czasie zaczęło padać, a że byliśmy prawie w lesie, to prawie nie było gdzie się schować a lało jak z cebra. Po wyjściu z Centrala i zaopatrzeniu się w parasolkę za 5 $, powinna kosztować, jak na taki badziew, to max z 2, dotarliśmy 40 min spóźnieni do klubu. Dzięki temu nie zapłaciliśmy pełnego wstępu i nie musieliśmy zamawiać wymaganych dwóch drinków. Również, na nasze szczęście, wszystkie widziane występy były śmieszne, co nam mocno poprawiło humor po „super koncercie” i przemokniętym ubraniu. Wyszliśmy z bananami na twarzy i nawet udało mi się zaciągnać M. na selfie na Time Square. Jedna fota i hyc do metra, zawinęliśmy na nasz rejon.

rób zdjęcie i spietalaj

rób zdjęcie i spietalaj

Plan na środę, wizyta w muzeum i 1$Pizza 😀 Tak, M zaczęła mnie przekupować tą przekąską, jeśli nie chce zbytnio gdzieś leźć. Brooklyn Museum znajduje się na Brooklynie w części, bardziej fancy, od tej w której pomieszkujemy. Pełno tu odnowionych kamienic w których mieszkają zazwyczaj rodziny, a nie zbieranina 20 os z ogłoszenia. Błądziliśmy sobie po dzielnicy, zanim przeszliśmy dystans dzielący metro od muzeum, w czasie 5 razy dłuższym niż powinien nam zająć taki spacer. Muzeum, jak muzeum. Ludzie, sztuka, ludzie, sztuka. Jedna z ekspozycji mi się mega spodobała, zresztą M. specjalnie mnie na nią zwabiła, gdyż autorka wystawy jest jedną z jej ulubionych artystek street artu. Może więcej o pobycie w muzeum i wystawach napisze M. Ja dodam tylko, że po powrocie do pokoju obejrzeliśmy „22 jump street”, równie dobre co pierwsza część. Ode mnie to już wszystko. Trzymajcie się i do zoba!!

Brooklyn nie dla bidaków

Brooklyn nie dla bidaków

IMG_1218 IMG_1219

M: To ja. Niu Jork trochę sie już nam obył, w sensie nie mamy już takiej podjary jak na samym początku, że aaa chodźmy tu aaaaaa chodźmy tam, ten tydzień przeznaczamy na aklimatyzację w stylu domowym, czyli treningi rano, po południu obiadek, a później różne atrakcje. W przyszłym tygodniu w Kanadzie pewnie będzie ciężko tak systematycznie zaplanować sobie tydzień. Poza tym, jedzenie na turyście jak w Bostonie czy w Provincetown, mimo że pyszne, to tuczące i drogie. A chcemy się zmieścić w fotelach w samolocie.

ale kubełek lodów kokosowych o smaku ciasteczek nie zaszkodzi

ale kubełek lodów kokosowych o smaku ciasteczek nie zaszkodzi

Obserwujemy zachowania nowojoczyków, którzy są strasznie skomplikowanymi istotami. Z jednej strony w metrze zero kontaktu wzrokowego i cielesnego (panie wstają jak J. siada obok nich), a z drugiej zdarzają się tacy, co jak widzą zagubionych turystów, podchodzą i z radością wskazują drogę. Taki pan do nas podszedł przedwczoraj i nie wiedziałam, czy chce nas okraść, sprzedać dragi czy co, ale po rozmowie ze współlokatorem dowiedzieliśmy się, że są nowojorczycy, którzy bardzo lubią popisywać się swoją wiedzą o topografii miasta. A propos współlokatora i nowojorczyków, niby takie gbury, ale jechaliśmy z nim wczoraj metrem a ma on teraz lewą rękę na temblaku i wchodzi dziewczyna z lewą ręką na temblaku. Zaczęliśmy się śmiać, ona podeszła i zaczęli sobie gadać o doświadczeniach kontuzyjno-szpitalnych (bo zarówno ona jak i nasz współlokator średnio raz na rok robią sobie ała), także chyba nie do końca jest tak, że ludzie stąd boją się innych. Tak jak mówiłam, skomplikowany temat.

Jak pisał J. Poszliśmy razem ćwiczyć do parku w poniedziałek, było spoko, szkoda tylko, że nie było ani jednej dziewczyny ćwiczącej i się czułam średnio komfortowo, ale dałam radę. Co ciekawe, nasza dzielnica im dalej od ulicy Broadway, gdzie biegnie linia metra, na północ, staje się bardziej latynoska, przy metrze jest więcej Afroamerykanów.

znacie typa

znacie typa

Udał nam się stand up, wszyscy mówią, że ciężko trafić na dobry, ale zrobiłam dogłębny risercz i widząc, że wtorek w Carolines firmuje Comedy Central stwierdziłam, że powinno być dobrze. Jak pisał J. Dostaliśmy duża znichę za spóźnienie, ale dostaliśmy dobre miejsce a bardzo BARDZO przyjemny pan kielner 😉 nie kazał kupować dwóch drinków. Wszyscy komicy byli śmieszni, ja najbardziej lałam na ostatnim, który wyglądał jak stereotypowy portorykański gangster, najbardziej wychodził do publiczności i był najmniej poprawny politycznie, mam nadzieję, że osiągnie sukces, tu macie próbkę jego występu

Klub był przy Times Square, gdzie bardzo nie chciałam iść, ale J. kazał to poszliśmy trzasnąć samojebkę i rura na chatę. Pamiętajcie, na Times Square są sami turyści robiący se zdjęcia i naganiacze sprzedający bilety na występy, które nie istnieją.

Brooklyn Museum jak na razie podobało mi się najbardziej, głównie ze względu na przepiękną instalację Swoon, o której dowiedziałam się od koleżanki z Krakowa, która też jest akurat w NYC. Muzeum brooklyńskie też podaje sugerowaną cenę biletu, także dajesz dolca i wjeżdżasz. Poza Swoon spoko było ostatnie piętro ze sztuką Indian, czwarte piętro z reprodukcjami mieszkań amerykańskich z różnych epok spoko, ale zaczynało się robić nudno, a trzecie piętro z mumiami egipskimi już nas dobiło. Czy ktoś wie dlaczego większość eksponatów sfinksów nie ma nosów? Może wyguglam później. W sklepie muzealnym kupiłam se album Swoon, pierwsza pamiątka stąd, jest podjarka.

Swoon LOVE

Swoon LOVE

IMG_1230 IMG_1233 IMG_1235 IMG_1241 IMG_1243 IMG_1245 IMG_1248 IMG_1251

Aha, z gastro wieści (oprócz 1-dolla-pizza) to zajebiste tu mają kanapki wietnamskie, do wyboru wege wieprzowina, wege kurczak i tofu 🙂 Oczywiście jest to seitan ale znakomicie przyrządzony!

Próbujemy wyhaczać jeszcze kolejne darmowe koncerty i pokazy filmów, ale jest średni wybór, coś może się w końcu uda. Trzymajta się ramy i dzięki za komentarze!

Reklamy
Otagowane , , , , , ,